[ Dodano: Pią 01 Lut, 2008 11:02 ]
mieszkamy z moimi rodzicami jeszcze przynajmniej przez 2 lata i niestety mój mąż i moja mama mają inne poglądy na wszystko, ale głównie wszystko dot. wychowywania naszego dziecka, które jak my jesteśmy w pracy pozostaje pod opieką rodziców
kiedyś doszło między nimi do strej sprzeczki i teraz zachowuja dystans, ale mimo wszystko nie zawsze sie to udaje. Jestem po stronie męża ale zdaję sobie także sprawę że przecież nikt nie chce źle dla małego i czasami próbuję załagodzić sprawę aby nie było w domu kwasu bo przecież mijamy się w nim co dzień....ale przez to dostaje po głowie mąz wtedy mówi że się z nim nie liczę i że też jestem taka jak oni i źle się dzieje między nami z tego powodu
tylko te 2 lata trzymają mnie ale boję się że do tego czasu możemy z mężem strasznie się od siebie oddalić i to mnie boli, bo w sumie wszystko idzie o kłótnie w domu między mamą a mężem, a w następstwie między mną i mężem
[ Dodano: Pią 01 Lut, 2008 11:22 ]
najgorsze jest to, że wychodząc do pracy jestem szczęśliwa że wszystko jest narazie ok a w pracy dostaję tel. od męża że znowu była kłótnia, jak staram się to załagodzić to nie chce ze mną gadać i okazuje się zę oni juz się nie kłócą tylko my! a niestety jestem w pracy i nie moge z nim porozmawiać osobiście, a pracowac też już nie mogę bo chce mi się płakać i w ogóle....
jak jej zwracam uwagę to tylko szczela głupie uśmieszki, co jeszcze bardziej wk.... bo tzn. że ja wiem lepiej i i tak zrobię po swojemu
a jak powiem jej ostro to wielka obraza... ale chyba tak będzie trzeba robić
Anna, niestety wiem co przechodzicie. Twój m kłoci się z teściową, a ja z teściem i też NIESTETY z nim mieszkamy
Wy macie jeszcze 1 minus, że Twoi rodzice pilnują małego. bo ja powiedziałam,że ma się nie wpiep.... w Nasze życie i tyle. a jak urodzi się dzidzia to i tak z nim nie będzie.
A teraz ja mam nowe wiadomości.
Wczoraj ok 22:30 teściu woła mojego m. więc wstał z łóżka i poszedł do niego. Słyszę co 2 słowo,że źle się czuje i ma wezwać pogotowie. to mój m wszedł do nas do pokoju wziął tel i poszedł dzwonić (ja leżałam w łóżku ) wstałam tylko na min by wziąć piesa do nas jak przyjedzie pogotowie. no i po jakiś przyjechali i zabrali go do szpitala. a ja jak gdyby nigdy nic leżałam wciąż i nadal w łóżeczku.
już nie chciałam mówić wczoraj mojemu m,że jakoś 3 tyg temu w czasie przed ostatniej jazdy, jak teściu zaraz po wigilii,aż do pierwszego tyg stycznia nawalony,że kwestia czasu i pojedzie do szpitala, tylko,że ja tym razem nie odwiedzę go i będę miała to gdzieś. I tak się wczoraj stało.
no a dzisiaj rano mój m poszedł do pracy, a ja SAMA SAMIUTKA w domu. Mogłam połazić na nago i nikt się nie wpierdzielał :grin: :grin: :grin:
LUZIK TOTALNY i tak mogło by być ZAWSZE- bez teścia. ale niestety pewnie za dzień dwa wróci do domu :-? wiem,że głupio to brzmi ale nie moja wina,że ja tak czuję :-)
mieszkamy z moimi rodzicami jeszcze przynajmniej przez 2 lata i niestety mój mąż i moja mama mają inne poglądy na wszystko, ale głównie wszystko dot. wychowywania naszego dziecka, które jak my jesteśmy w pracy pozostaje pod opieką rodziców
Oj coś wiem na ten temat, niestety. Z tym, że moja córka zostawała z teściową właśnie. I to tylko wtedy, gdy nie było innego wyjścia. Jak jej nie ma to też oddycham głębiej i swobodniej.
Jejku jak czytam Wasze posty to aż mi dreszcze po plecach chodzą :-/ Masakra poprostu, jak tu żyć spokojnie :-/ Nie stety obawiam się, że nie długo będę i ja dopisywać swoje historie.
Z moją połówką zaręczlismy się w czerwcu, teściowie na tą wiadomość praktycznie nie zareagowali, poprostu zero emocji :-/ Wiadomo zaręczyny to i ślub, ustalilismy datę, załatwiliśmy wszystko. Każda wizyta u teściów to my zaczynamy opowiadać, jaki kościół, jak sala itd. a oni nic, cisza...zero rekacji Widzę że mojej połówce jest bardzo przykro bo widzi jak moja rodzina się cieszy i angażuje, a jego wogóle...
Jakieś pół roku temu kupiliśmy mieszkanie, zamieszkaliśmy razem, obydwoje pracujemy i żyjemy szczęśliwie. Do dzisiaj A. rodzice u nas nie byli :-/ Mieszkają 40 km od nas :-/ Tylko słyszymy, że po co to mieszkanie, po co ten kredyt? Że mogliśmy wynając sobie pokój, że ona nie może spać przez ten kredyt ;/ itd.
Obawiam się, że po ślubie się zacznie ; :-/
No na to wygląda , ale oczywiście jesteście w tej dobrej sytuacji, że nie mieszkacie z teściami A może oswoją się z myślą o waszym szczęściu i będzie lepiej??
może oswoją się z myślą o waszym szczęściu i będzie lepiej??
będzie inaczej, moi teściowie na początku jak S sie do mnie przeprowadził (bez ślubu) to wuydzwaniali do m,nie, ze mam go puszczać na noc do domu ... miał 29 lat A teraz jest po prostu inaczej
No na to wygląda , ale oczywiście jesteście w tej dobrej sytuacji, że nie mieszkacie z teściami A może oswoją się z myślą o waszym szczęściu i będzie lepiej??
Mam nadzieję, że się oswoją...oby...najbardziej się boję tego, że oni się obudzą 2 miesiące przed ślubem i zaczną się problemy typu : a jaki kosciół?, a kamerzysta to jaki?, a to źle, a to nie dobrze....wrrrr ...chyba wtedy wyjde z siebie i stanę obok ze złości...
a jaki kosciół?, a kamerzysta to jaki?, a to źle, a to nie dobrze....wrrrr ...chyba wtedy wyjde z siebie i stanę obok ze złości...
moja teściowa przed naszym ślubem codziennie dzwoniła do mnie i się pytała a to o kamerzyste a to o to czy u spowiedzi bylismy a to o orkiestrę .... wkurzała mnie tym strasznie. Zamknęłam jej dziub jak pojechalismy do nich, usiadłam z nia przy kawce i zapytałam się jej - bardzo słodko i grzecznie - czyj to ślub, odpowiedziała, że nasz, więc powiedziałam - proszę nam zaufać, ze załatwimy wszystko najlepiej jak potrafimy i tak jak będziemy chcieli.
Była zaskoczona, szczęka jej opadła ale sie zamknęła ;))))
Czytam i czytam i sie nadziwic nie moge.
Gdybym miala takich tesciow jak opisujecie to chyba bym sie powiesila.
Nigdy nie rozumialam jak mozna sie wpierniczac w nie swoje sprawy. Rozumiem ze niektorzy nie chca zle, ale taka dobroc tez wychodzi z czasem bokiem.
Jakie ja mam szczescie ze moi jak i meza tesciowie sa od nas ponad 1000 km.A nawet jak nas odwiedzaja to i tak sa na tyle krotko ze nie ma mowy o jakimkolwiek wtracaniu sie i dobrych radach.
Dawno mnie nie było, ale ogólnie była cisza z teściem. Ale ile może być spokój :?: :!:
Dzisiaj ok2 w nocy poszedł do wc i nie zamknął drzwi-NO, BO KTO NORMALNY ZAMYKA :?: :!: a że u mnie wciąż i nadal remont i akurat wczoraj mój m wystawił drzwi od Naszego pokoju by dzisiaj wstawić nowe, a wc jest obok to zgadnijcie- MUSIAŁAM WYSŁUCHIWAĆ WSZYSTKICH JEGO STĘKAŃ
Mało tego o 5 rano zaczął robić jajecznicę (też normalna pora ) oczywiście smród,że już o 5 nie spałam.
Rano o 7 jak tylko mój m do pracy wstawał pytam się grzecznie: Kochanie już się obudziłeś? (takim miłym i słodziutkim głosem-sam miodzik) a gdy usłyszałam,że tak to niestety już nie miałam takiego głosu tylko na cały regulator "mówiłam" TO POWIEDZ MU, ŻE ZNOWU MNIE QR... OBUDZIŁ SMRODEM. ON QR... DO PRACY NIE WSTAJE TYLKO W DOMU Z DUPĄ SIEDZI I BĘDZIE MÓGŁ ODESPAĆ MY NIESTETY NIE :!: mój m też to zauważył i powiedział,że jak przyjdzie z piesem to mu powie.
Więc staliśmy z łóżka i włączyłam kompa. I na 15% "delikatnie" włączyłam Naszą muzykę (tu akurat psycho trans) oj wyszedł z pokoju bo głośno było (on skoro w nocy nie śpi, odsypia właśnie ok 7-8 rano) ale nie wiem co mówił, bo niestety nie słyszałam go po spacerku jak mój m wrócił i chciał mu powiedzieć dlaczego postanowiłam posłuchać właśnie o tej godz,takiej muzyki i tak głośno, sam zadał pytanie o SMAŻENIE o 5rano, czy o to mi chodzi :?: Nawet mój m dzisiaj nie dał rady i podniósł na niego głos, bo też sie nie wyspał.
Po czym stwierdziłam że jednak mogę byś nauczycielką, bo bardzo dobrze tłumaczę hehehe
no to mogę sobie tutaj ponarzekać..moi teściowie, właściwie przyszli teściowe, bo dopiero szykujemy się do ślubu.. ale co rodzice mojego przyszłego męża o mnie sądzą dowiedziałam sie w sumie całkiem nie dawno. Ze względu, ze mieszkamy od nich daleko, widziałam się z nimi tylko kilka razy. Chciałam jechać do nich na święta, ale oni nie życzyli sobie moich odwiedzin. Uważają nasz związek za największy błąd w życiu mojego K. Że ja jestem z nim tylko dla tego, żeby on mi opłacił studia, żebym miała gdzie mieszkać, żebym miała wygodne życie. A chcę za niego wyjść tylko dlatego, ze liczę na to, że odziedziczymy po nich ich majątek, o którym nic nigdy nie słyszałam. Poza tym ja jestem tylko głupią gówniarą, która uczy ich syna nienawiści do jego rodziny.. ze łzami w oczach prosiłam go, żeby jednak pojechał do nich na święta, prosiłam, żeby nie przekreślał wszystkiego, że przecież to są jego rodzice..Kiedy K. mówił im,że chcemy się pobrać to powiedzieli(uwaga, tu cytat): Na nasze błogosławieństwo i akceptację tego związku nie macie co liczyć, a tym bardziej na jakąkolwiek pomoc finansową przy organizacji tego cyrku, który nazywacie ślubem. I zaproszenia nie wysyłajcie, bo i tak nie mamy zamiaru przyjeżdżać". I jeszcze zagroziła, że jeśli się ze mną ożeni to ani grosza od nich nie dostanie.Mało tego, że matka gada za placami jaka to jestem beznadziejna, jaka mało rozsądna, że mu nie pomagam, że liczę tylko na to, żeby się dobrze w życiu ustawić, to jeszcze nie ma zbyt dobrego zdania o własnym synu... takie rzeczy potrafi mu powiedzieć, że ja nie wiem czy umiałabym to powiedzieć komuś obcemu, a co dopiero własnemu dziecku.. Napisała całkiem niedawno list do K. pisząc, że zawiódł ją wybierając taką nieodpowiednią towarzyszkę swojego życia. Że ja się kompletnie do życia nie nadaję, że nie będę umiała o niego zadbać, stworzyć mu dom, a na koniec napisała: "Zawsze lubiłeś ładne i zadbane dziewczyny, a teraz taka zmiana.."
Teraz przygotowujemy się do ślubu. Pomagają nam tylko moi rodzice.. Jak na razie rodzice mojego narzeczonego twierdzą, że ich nie będzie...
To jest tak przykre...i strasznie boli. Nie dali mi szansy, żebym mogła pokazać, że nie jestem taka za jaką mnie uważają, ale obawiam się, że to i tak nic nie da..że może się to niestety nie zmienić. Na swojego zięcia ciągle gadają jakieś głupoty... smutno mi przez to.
Fajnie, ze mogłam się tu wygadać.. Dzięki!
Pomogła: 63 razy Wiek: 37 Dołączyła: 27 Mar 2008 Posty: 621 Skąd: Gdynia/Wejherowo
Wysłany: Wto 08 Kwi, 2008 11:03
Cieszę się, że mam poprawne stosunki z teściami. Oni mnie lubią, ja ich też (choć nie szaleńczo ). A jeszcze bardziej cieszę się, że mieszkają 100 km od nas i nie widujemy się za często (średnio raz na miesiąc, dwa). Nie wiem, czy nasze stosunki byłyby tak dobre, gdybyśmy mieszkali razem
Wspólczuję wszystkim Wam tym, które macie przejścia z teściami. Nie dajcie się zgnoić!
Pomogła: 1 raz Wiek: 34 Dołączyła: 11 Mar 2008 Posty: 4
Wysłany: Wto 08 Kwi, 2008 11:58
ka Ja!strasznie Ci wspolczuje takiej sytuacji no twojemu ukochanemu chyba jeszcze bardziej.a moze by tak sprobowac pogadac jakos szczerze z nimi.konkretnie.o co chodzi i ze klamka juz zapadla i albo zaakceptuja albo straca syna i przyszle wnuki.ale z drugiej strony to ten twoj maz baaardzo ciebie kocha co?fajnie ze tak stoi za toba murem.jak dlugo jestescie razem?wydarzylo sie cos co sprowokowalo ta sytuacje?pozdrawiam serdecznie i nie martw sie co ma byc to bedzie z kazdy jest kowalem wlasnego losu.owoce tego zachowania beda zbierac oni a nie ty.
Ewa1977 Z K. jesteśmy prawie 16 miesięcy. Wiem, że mnie bardzo kocha. Rzucił wszystko co miał i przeprowadził się na 2 koniec Polski, żeby być ze mną. powiedział, że bardziej zależy mu na mnie i na tym byśmy byli małżeństwem niż na tym czy jego rodzice przyjdą czy nie. Piszesz, żeby sprobować z nimi szczerze porozmawiać.. niestety to nie ten typ ludzi.. oni nie potrafią szczerze rozmawiać. oni myślą, że to oni dyktują warunki. Zamierzamy się do nich wybrać i powiedzieć, że już załatwiamy ślub i wesele i tylko od nich zależy jak będzie. Myślę, że im bliżej będzie ślubu tym bardziej będą "pękać" i przyjadą..tylko czy nie będzie im głupio, że moi rodzice sami za wszystko płacili..? boję się tylko tego, że jak do nich pojedziemy to oni odbiorą to jako fakt, że chcemy od nich pieniądze wyciągnąć..a tak nie jest. damy sobie radę i bez ich pieniędzy..
Szkoda tylko, że moje dzieci będą zawsze tymi gorszymy, bo z głupiej matki..ale na szczęście będą miały drugich dziadków, moich rodziców-wspaniałych ludzi!
pytasz także czy wydarzyło się coś co sprowokowało taką sytuację. nic. Oni tacy są. Własnego syna traktują jak śmiecia od zawsze. Każda jego decyzja jest zła, bo nie jest ich decyzją. Zastanawiam się dlaczego tacy ludzie mają dzieci... ranią ich i uczą braku wiary we własne możliwości. ach..ale jak nie wytrzymam to im to wszystko powiem prosto w oczy..przecież gorszego zdania o mnie mieć już nie mogą..
Dzięki także za ciepłe słowa pocieszenia!
pozdrawiam
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum