a jestem po dwóch cesarkach i uważam, że to nic dobrego .... zajac się dzieckiem nei możeć, ruszyć się nie możesz i boli strasznie, Do tego po pierwszej CC doszedł zespół popunkcyjny ...
no ja po swoim porodzie tez nie dalam rady samodzielnie opiekować sie Dawidkiem...a moje koleżanki kilkda dni po cc biegały po supermarkecie kupując ciuszki..
Ines_ka napisał/a:
a jestem po dwóch cesarkach i uważam, że to nic dobrego .... zajac się dzieckiem nei możeć, ruszyć się nie możesz i boli strasznie, Do tego po pierwszej CC doszedł zespół popunkcyjny ...
no ja po swoim porodzie tez nie dalam rady samodzielnie opiekować sie Dawidkiem...a moje koleżanki kilkda dni po cc biegały po supermarkecie kupując ciuszki..
wg mnie Wasze Motylu i Inesko porody były mocno odbiegające od normy lub to co działo się po nich. Dlatego macie tak różne od siebie zdanie.
Bo ja, która urodziłam siłami natury naprawdę łatwo (choć nie powiem, żeby nie bolało) złego słowa nie mogę powiedzieć o takiej metodzie i teraz też cesarki wolałabym nie uraczyć z tych powodów o jakich pisze Ineska. Bo zazwyczaj po prawidłowym porodzie naturalnym szybciej dochodzi się do formy a i poród taki dla dziecka jest normalniejszy.
Time, masz całkowitą rację...z zazdością słucham, takich opowieści jak Twoja bo uwierz ze chciałam aby tak wygladał moj poród...i jakież było moje zaskoczenie ze jednak było inaczej...po wypchnięciu Dawidka widziałam tylko granatową stópke...a potem go natychmiast zabrali....i nie dostałam go po godzinie jak inne dziewczyny...
jakież było moje zaskoczenie ze jednak było inaczej..
a wiesz jakie było moje zaskoczenie jak przez komplikacje po CC musiałam zopstawić 5-cio dniowe dziecko w domu i leżeć w szpitalu przez półtorej tygodnia ....
że dzieciom urodzonym przez CC czegoś tam brakuje właśnie przez to, że nie przeciskały się przez kanał rodny
ja pamiętam tylko troszkę informacji - że przejście przez kanał naturalnie pozwoli dziecku oczyścić się z wód np. poza tym płucka lepiej i naturalniej się rozprężają i ciało lepiej później na dotyk reaguje.
Ale pewnie są i inne zalety
motylek82 napisał/a:
z zazdością słucham, takich opowieści jak Twoja bo uwierz ze chciałam aby tak wygladał moj poród...i jakież było moje zaskoczenie ze jednak było inaczej...
przykro mi Motylku. Jednak czasami tak bywa, że trzeba inaczej by mamusia czy dziecko mogli żyć
Ja np. sam poród wspominam naprawdę kapitalnie. Większą traumą było to, że synuś rodził mi się dokładnie miesiąc za szybko.
Powiem Ci Motylku że mnóstwo czynników ma wpływ jak poród wygląda, często niezależnych od nas. Ale wiele też od mamusi zależy. Mnie fantastycznie położna w szkółce rodzenia przygotowała. Zaprogramowałam się, że ja jestem nie ważna, będzie boleć ale dam radę! I że nie mogę na sobie się koncentrować i wrzeszczeć "Mam dosyć, nie chcę, poddaję się" etc. Tylko szłam rodzić z myślą "Dam sobie radę, mam siłę, dziecko jest najważniejsze i muszę zrobić wszystko żeby szybciutko urodzić"! Może to banał ale pomogło mi niesamowicie takie nastawienie. I cały poród słuchałam tylko KTG i bicie serduszka małego i to dawało mi siły.
Ale zdaję sobie sprawę, że jeśli coś idzie nie tak - trudno mieć taką postawę...
[ Dodano: Sob 10 Kwi, 2010 19:38 ]
motylek82 napisał/a:
Dawidka widziałam tylko granatową stópke...a potem go natychmiast zabrali....i nie dostałam go po godzinie jak inne dziewczyny...
chyba wiem jak się czujesz ...mimo, że masz synka w podobnym wieku do mojego ciągle czujesz ból i nie pogodziłaś się jaki mieliście początek... ja czuję dokładnie to samo bo dano mi maluszka pocałować i zabrano żeby zbadać bo był wcześniakiem...zaraz potem trafił na obserwację na oddział noworodkowy, a kilka godzin po porodzie usłyszałam, że moje dziecko jest na OIOMie z zapaleniem płuc...tydzień wyjęty z życia mojego....
No cóż. Czasami tak bywa. Najważniejsze, że mamy nasze szkrabki, że żyją i teraz mamy motywację by każdą chwilę z nimi wykorzystać maksymalnie
[ Dodano: Sob 10 Kwi, 2010 19:40 ]
Ines_ka napisał/a:
musiałam zopstawić 5-cio dniowe dziecko w domu i leżeć w szpitalu przez półtorej tygodnia
że przejście przez kanał naturalnie pozwoli dziecku oczyścić się z wód np. poza tym płucka lepiej i naturalniej się rozprężają i ciało lepiej później na dotyk reaguje.
to swoją drogą, ale chodzi o aspekt psychologiczny przejścia przez kanałrodny. Poza tym moja Tosia dostała 0 za odruvhy tak była otumaniona znieczuleniem
Tosia dostała 0 za odruvhy tak była otumaniona znieczuleniem
nie wiedziałam, że takie coś jest możliwe przy cc.
Wiedziałam tylko, że zbyt późne podanie np. oksytocyny,leków znieczulających czy innych leków podczas naturalnego porodu powoduje wchłanianie tych specyfików przez dziecko. I np. zbyt późno podane znieczulenie "pięknie" "uspokaja" dziecko i nieraz nieświadome mamusie cieszą się w pierwszych godzinach życia dzidziusia, że maluszek jest taki grzeczny a te dzieci są po prostu naszpikowane lekiem mamusi....
Time, Twoj maluszek chciał szybciej zobaczyć świat..moj natomiast mimo ze był 42 tydzien nie chciał nawet myśleć o wychodzeniu z brzusia...dlatego podjeli decyzje o wywołanku...dzień przed na usg wyszło ze maluszek bedzie mial 3800...jakież było zdziwienie ze pomylili się o 700 gram
Time napisał/a:
Najważniejsze, że mamy nasze szkrabki, że żyją i teraz mamy motywację by każdą chwilę z nimi wykorzystać maksymalnie
tak , to teraz jest najważniejsze przeszłość jest już za nami...
Ines_ka napisał/a:
zopstawić 5-cio dniowe dziecko w domu i leżeć w szpitalu przez półtorej tygodnia ....
przykro mi...wiem jak rozstanie rozrywa serce...
na dzień dzisiejszy mowiąc w swoim imieniu bede robić wszystko aby rodzić cc....no chyba ze przy drugim dzieciątku wszystko pojdzie naturalnie z godnie z naturą bo podobno z drugim dzieciątkiem jest już latwiej
Pozwólcie że się wetnę
Ja jestem zagorzałą zwolenniczką porodu naturalnego o ile nie ma KONIECZNOŚCI cc. Bo niestety czasami bywa tak, że życie i/lub zdrowie matki czy dziecka zależy od zakończenia porodu przez cc.
Sama doświadczyłam dwóch skrajnie różnych porodów naturalnych:
-pierwszy był pełen komplikacji (16h po odejściu wód, gorączka, katar a więc złe oddychanie, nieprawidłowa czynność skurczowa- co 2,5 minuty cały czas ale za krótkie a za to zbyt silne skurcze nie dające się niczym wyciszyć, aż wreszcie przy pełnym rozwarciu zanik całkowity skurczów plus wahania i spadki tętna Marcelinki, sale do cięć cesarskich były akurat wszystkie zajęte i mogło się skończyć tragicznie ale mi małą wyciśnięto siłą, co z kolei spowodowało sporą utratę krwi przeze mnie, zielone wody, zakażenie u Marcysi, i jej 7pkt a na koniec już po powrocie po 10 dniach zamknęła mi się szyjka i zatrzymały odchody doprowadzając do zakażenia - jak u Ineski
-drugi zupełnie bez powikłań, szybciej , sprawniej i obie ja i Karolinka czułyśmy się doskonale.
Time napisał/a:
Cytat:
Tosia dostała 0 za odruvhy tak była otumaniona znieczuleniem
nie wiedziałam, że takie coś jest możliwe przy cc.
Znieczulenie otumania dziecko jeśli jest podawane dożylnie- dlatego 1000 razy lepsze jest do cięcia cesarskiego znieczulenie dokanałowe (podpajęczynówkowe lub zzo). Strach kobiet przed ukłuciem w okolice kręgosłupa jest nieraz tak silny że nie wyrażają zgody na ten rodzaj zniecz. i same narażają swoje dziecko na wpływ leków Co innego jeśli MUSI być znieczulenie ogólne (sen) w wypadku ratowania życia... jak musi to nie ma się co nad tym zastanawiać, życie ważniejsze. Ineska dostała leki dożylne w celu uspania jej bo były komplikacje i znieczulenie do kręgosłupa nie wystarczyłoby na tak długi okres czasu jaki miała cięcie i niestety Tosia spała...
A jeszcze jest taka prawidłowość, że macica się lepiej obkurcza po porodzie naturalnym ( naturalna stymulacja hormonalna a nie sztucznie podawana oxy) , dziecko po cc zazwyczaj jest bardziej ospałe ze względu na to że nie ma naturalnej drogi porodu która je pobudza, często nawet nie płacze przy pierwszym oddechu
To co piszę wiem ze swojej pracy, z tego czego się nauczyłam
Ja o cc nie wiem nic, oba porody miałam naturalne, bez znieczulenia i wspominam je bardzo dobrze, pierwszy poród trwał 5godzin (dokładnie o 11.20 pierwsze skurcze a o 16.20 urodził się Kuba), gin też pomylił się z wagą o dobry kilogram (miał ważyć około 3kg a ważył ponad 4kg) drugi poród był jeszcze szybszy trwał 3,5godziny, Jula była mniejsza i powiem szczerze, że nawet nie czyłam kiedy ją urodziłam (czułam tylko skurcze), tak rodzić mogłabym co dziennie.
Uważam, że cc to jednak jest operacja i bez wskazań nie powinna być wykonywana, wiadomo dla dziecka wszystko a jeszcze co do porodu w wodzie, to moja koleżanka miała taki poród, pierwsze, że bólu wcale woda nie zmniejszyła to jeszcze po porodzie wdało się zakażenie i praktycznie przez rok cały czas brała leki, miała operacje, coś okropnego, strasznie długo wszystko jej sie goiło.
przyszło mi jeszcze do głowy coś co mnie akurat przeraża w cc... ale to taka trauma, zboczenie zawodowe i nie wiem czy powinnam to napisac...
podczas swojej 10letniej pracy na OIOMie , gdzie są tylko i wyłącznie pacjenci w stanie zagrożenia życia, najczęściej nieprzytomni lub sztucznie utrzymywani w spiączce, wielokrotnie byłam świadkiem powikłań po cc od sepsy przez krwotoki, wycięcie macicy bo się nie obkurczyła wcale, zatrzymania krążenia u kobiet m.in. spowodowane zatorem tętnicy płucnej (przez przymusowe leżenie po operacji) ... dwa razy tylko widziałam tak groźne dla życia powikłania po porodzie naturalnym... zastanawiające, nie?? i nie muszę chyba dodawać że nie wszystkie te młode, zazwyczaj wcześniej zdrowe kobiety są pośród nas...
Gdzyby okazało się, że z jakiegos powodu muszę mieć cc chyba bym straciła głowę z paniki i strachu !!!
naprawdę nie wiem czy dobrze zrobiłam że to napisałam... nie chcę straszyć na zapas tych które muszą mieć cc
Wiecie ... ja miałam chyba ciężki poród przy Jagodzie. Rodziłam od 1 w nocy do 21.45. MIałam od poczatku silne bóle krzyżowe, o czwartej nad ranem polajznęłam sobie pod prysznic, bo byłam na patologii. Nawet mi do głowy nie przyszło, ze coś mogło się wydarzyć. Dopiero kolezanka z pokoju, w którym mieszkałam wparowała tam z krzykiem i położną, bo jej zniknełam. Wtedy odszedł mi czop i tyle na temat radzenia sobie samej.... Do szesnastej nie zdarzyło się kompletnie nic poza tym, ze nie spałam i nie byłam w stanie niczego przełknąć z bólu, bo skurcze miałam co 10 minut od początku.
Potem ze zmęczenia wywróciłam się na korytarzu i przyszła lekarka, która zabrała mnie na porodówkę i tam wsadziła pod prysznic. Siedziałam pod nim godzinę a mój mąż siedział i patrzył czy jeszcze żyję ... Potem przyszedł jeszcze jeden lekarz, który przebił mi pęcherz .... i jakos po 5 godzinach poszło. Dostałąm Dolargan, oxytocynę i jakis antybiotyk. Drugą fazę porodu miałam prawie godzinną ... półżywa rodziłąm dziecinkę tylko dlatego że pomógł mi mój mąż i lekarz ... Drugi lekarz odbierał poród. Mąż mi podnosił głowę, a lekarz wydusił mi dziecko .... Potem nie miałąm juz siły urodzić łożyska. Łyzeczkowanie, do którego dostałam lidokainę i trzy godziny na obserwacji na porodówce ... ale Jagódka dostala 10 punktów
Teraz chciłabym urodzić naturalnie mimo tamtych przeżyć. Wcale się nie boję bólu ale chciałabym znieczulnie zewnątrzoponowe do porodu. Może tym razem będę miała siłę współpracować z lekarzem. Poza tym zawsze sobie tłuke do głowy, że dziecko ma ciężką trudna drogę do przejścia przez kanał rodny i je też to boli
Cesarka to dla mnie ostateczność.
Zaczynam oswajać sięz myślą, bo moje dziecko jest ułożone pośladkowo i może wyjścia nie będę miała.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum