Pomogła: 57 razy Wiek: 33 Dołączyła: 30 Wrz 2007 Posty: 595 Skąd: G. Śląsk
Wysłany: Pią 20 Maj, 2011 13:46
Bardzo Wam dziękuję dziewczyny Moniqa, Tobie szczególnie za przekazanie tej informacji i zdjęcia
Napiszę przy okazji trochę więcej, bo dopiero się organizujemy, wczoraj przyjechaliśmy przed 13 a o 13 już była położna z przychodni na jakieś 2,5 godziny
Pozdrowienia serdeczne, trzymajcie kciuki, żeby Mały zaczął przybierać, bo na razie tylko spada... to jest zmartwienie nasze, waży teraz zaledwie 2,5kg
Pomogła: 57 razy Wiek: 33 Dołączyła: 30 Wrz 2007 Posty: 595 Skąd: G. Śląsk
Wysłany: Wto 24 Maj, 2011 20:04
Dzięki, Moniqa, na szczęście chyba wychodzimy na prostą.
Już się trochę zorganizowaliśmy i mogę napisać, że z dnia na dzień jest lepiej. Skaczę pod niebo z radości, że jest na piersi. Pięknie ssie. Wczoraj byliśmy w przychodni zważyć i po 4 dniach od wypisu jest więcej o 200g! Babka nie chciała uwierzyć, że Mały je co 4 godziny średnio, za to posiłek trwa 1-1,5h. Ponoć teoria mówi, że noworodki jedzą efektywnie tylko przez 10 minut. A ten ciągnie i ciągnie. Czasem mu się przyśnie, to odkładam do łóżeczka, za 5 minut zaczyna mnie wołać i dalej jedziemy z tym koksem Jem większość rzeczy w małych ilościach, nic smażonego ani wzdymającego, i jakoś na razie bez problemów. Chociaż Mały ma bardzo wrażliwą skórę i ciągle jakieś zaczerwienienia i plamki. W czwartek idziemy na właściwą pierwszą wizytę do pediatry, spytam, czy powinnam stosować jakąś dietę.
Parę słów o moim porodzie. To był rewelacyjny pomysł, żeby zatrudnić położną. Okazała się świetna w swoim fachu, a w dodatku udzieliła mi ogromnego wsparcia, wielokrotnie odwiedzając po fakcie. Poród był w całości wywoływany, najpierw kroplówka z oksytocyną, potem przebicie pęcherza płodowego. Skurcze były jak trzeba (ała), dotarłam do 6 cm rozwarcia przy dużej pomocy położnej (masaż szyjki,bardzo bolesny, ale skuteczny) i leków rozkurczowych działających na szyjkę, ale potem zaczęły się schody. Dziecku zaczęło spadać tętno, musieli odłączyć kroplówkę, mi natychmiast padła akcja, skurcze były bolesne, ale rzadkie, przez półtorej godziny nic, zaczęli mnie w związku z tym przygotowywać do cc. Położna wyszła na moment, żeby powiedzieć koleżankom, że chyba się nie uda sn, i wtedy dzidziuś sam się ruszył Sama nie wiem, jak to się stało, przyszedł silny skurcz, główka pocisnęła w dół tak, że oboje z m się wystraszyliśmy i zaczeliśmy krzyczeć. M spanikował i krzyczał rodzi się rodzi się Faktycznie przybiegła położna i na jednym skurczu wyparłam Małego. I potem wiecie co dalej, łzy szczęścia i Malutki na brzuchu, ach jak było cudownie.
Reszty nie pamiętam, bo łożysko urodziło się niekompletne i musieli mnie czyścić pod pełną narkozą (za to szycie też było pod znieczuleniem, więc oszczędzono mi trochę bólu). Obudziłam się na łóżku i za jakąś godzinę przyniesiono Danielka do karmienia. Całość trwała ok. 8h, 3 razy krócej niż przy Dominiku.
Potem w szpitalu bardzo różnie było, dobre i złe dni, nie chcieli nas wypuścić ze względu na moją anemię i żółtaczkę Małego, z karmieniem było na początku ciężko bardzo, bo Danielek ciągle spał, ja miałam nawał pokarmu i umierałam z bólu, bo porobiły się zastoje. Na szczęście wsadzili dziecko pod lampy i po tej kuracji przestał być taki senny. W kluczowym momencie, kiedy już chciałam się poddać z karmieniem i włożyłam osłonki na piersi, odwiedziła mnie moja położna (przyszła tak ot zobaczyć, nie miała wtedy dyżuru w szpitalu) i przez pół godziny przystawiała cierpliwie Małego i pocieszała (na pielegniarki noworodkowe niestety nie było co liczyć w tym zakresie). Wczoraj byłam u niej w pracy z wielkim bukietem kwiatów.
I to tyle relacji. Jeszcze zdjęcia wkleję, ale wszystko po kolei, bo moje możliwości są ograniczone. Moniqa, teraz czekamy na Ciebie i inne letnie ciężaróweczki:)
u mnie było to samo, ze względu na Hanię poddałam się po 4 miesiącach, ale u Ciebie Danielek się unormuje ;)
Alina napisał/a:
Sama nie wiem, jak to się stało, przyszedł silny skurcz, główka pocisnęła w dół tak, że oboje z m się wystraszyliśmy i zaczeliśmy krzyczeć. M spanikował i krzyczał rodzi się rodzi się Faktycznie przybiegła położna i na jednym skurczu wyparłam Małego.
no to szybka akcja, jednak małego trzeba było zachęcić nieco do wyjścia, Przestraszył się CC
Alina napisał/a:
przez pół godziny przystawiała cierpliwie Małego i pocieszała (na pielegniarki noworodkowe niestety nie było co liczyć w tym zakresie).
kurcze mam podobne doświadcaenia ze szpitala. Na dziewczyny z noworodków to nie ma co liczy.ć. Jak poprosiłam o pomoc w przystawieniu to przyniosły butlę mleka z komentarzem, zebym dzecka nie męczyła. Co za babsztyle tam pracują
A opowiedz Jak Dominik przyjął brata w domu, jego pierwsza reakcja i jak teraz?
Pomogła: 57 razy Wiek: 33 Dołączyła: 30 Wrz 2007 Posty: 595 Skąd: G. Śląsk
Wysłany: Sro 25 Maj, 2011 17:13
Ines_ka napisał/a:
Alina napisał/a:
Skaczę pod niebo z radości, że jest na piersi
prawda, wygoda, chyba że
Alina napisał/a:
posiłek trwa 1-1,5h.
u mnie było to samo, ze względu na Hanię poddałam się po 4 miesiącach, ale u Ciebie Danielek się unormuje ;)
Ja uważam, że to i tak długo. Najważniejsze są pierwsze miesiące. Nie wiem, jak długo będę karmić, chciałabym do 8. miesiąca, bo potem wracam do pracy i ze względu na dojazdy (30km) chyba nie dam rady.
Ines_ka napisał/a:
kurcze mam podobne doświadcaenia ze szpitala. Na dziewczyny z noworodków to nie ma co liczy.ć. Jak poprosiłam o pomoc w przystawieniu to przyniosły butlę mleka z komentarzem, zebym dzecka nie męczyła. Co za babsztyle tam pracują
W naszym wypadku to właśnie na te młode pielęgniarki można było jeszcze liczyć, że się łaskawie ruszą, bo starsze (tych była przeważająca większość) ćmiły tylko fajki w swoim pokoju i niechętnie podnosiły tyłki. Od jednej usłyszałam, że jak dalej będę dyskutować na temat pielęgnacji noworodka (Daniel miał odparzoną pupę i chciałam mu czymś posmarować), to strzeli mnie w d... Po prostu bez komentarza. Już nie mówię o tym, że koleżanka z łóżka obok, świeżo upieczona 22-letnia mama, tonęła w łzach, bo jej dziecko nie chciało cyca, choć próbowała przez noc całą. Nie doczekała się żadnej pomocy oprócz tej ode mnie
Ines_ka napisał/a:
A opowiedz Jak Dominik przyjął brata w domu, jego pierwsza reakcja i jak teraz?
Dominik bardzo dobrze przyjął braciszka, aż byłam zdziwiona, pogłaskał go po głowie, mówiąc "moja kochana myszko" (najwyższy komplement, bo myszka to ulubiona przytulanka D). Był bardzo zdziwiony, jak zaczęłam przystawiać Daniela do piersi - komentarz: "Dzidziuś lubi jeść mamę" Cieszę się, że nie jest zazdrosny. Natomiast przeżywa po swojemu, zrobił się bardziej agresywny (doniosła pani z przedszkola), w domu często tupie i złosci się, co odbieram jako mechanizm zwracania na siebie uwagi. No i nocki są ciężkie, budzi się z płaczem, że czegoś się boi, myślę, że w ten sposób chce sobie zapewnić naszą bliskość. M do niego chodzi, ja nie, bo i tak spędzam pół nocy na karmieniu.
Natomiast przeżywa po swojemu, zrobił się bardziej agresywny (doniosła pani z przedszkola), w domu często tupie i złosci się, co odbieram jako mechanizm zwracania na siebie uwagi. No i nocki są ciężkie, budzi się z płaczem, że czegoś się boi, myślę, że w ten sposób chce sobie zapewnić naszą bliskość. M do niego chodzi, ja nie, bo i tak spędzam pół nocy na karmieniu.
u nas było dokładnie to samo - dla braciszka cudowna a dla nas nieznośna
nie martw się to się niedługo skończy - u nas już jest ok
Alinko, u nas nie było jako takiej agresji tylko złośliwość, ale fakt, Hania zwracała wagę na siebie. Jak tylko Tosię odkładałam do łóżeczka po karmieniu zaraz brałam Hanię, przytulałam i kilka razy dziennie powtarzałam, ze ja kocham. Potem zaczęłam jej tłumaczyć, że Tosia też jest moja córeczką i Tosię też kocham. Od tamtej rozmowy się zmieniło.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum