o 8 godz zawieźli mnie na salę operacyjna
byłam zdenerwowana, że płakałam
fajna pani anestezjolog uspakajała mnie, przytulała
na lekarzy czekałam na tej strasznej sali przeszło poł godz
gdy już się zaczęło
najpierw dostałam znieczulenie w kręgosłup
potem już masakra
bałam się zewnętrznie...wewnętrznie było ok
ciśnienie w granicach 120 tylko raz poszło prawie do 200
jak do polika przytulono mi Kinię
samo wyciągnięcie dzieciaczka poszło w jakies 15 min
czułam tylko szarpanie
no i jak mi ją wyciskano spod żeber (ma znak od wciskania się w postaci małego rowka ) to dokładny dotyk bo tam znieczulenie nie działało
Mała fikac zaczęła, płakać, zanieśli ja w beciku na górę na noworodki bo stolik okazał się zbędny dla tak silnego dziecka
mnie szyto jakiś czas
cały czas płakałam ze wzruszenia
potem wylądowałam na korytarzu na obserwacji
tam mierzono np ciśnienie gdzie przy kazdym razie umierałam
hahahahaha
wszystko zaczęło wyć..pierwsze dwa razy biegło do mnie pół obsady chyba hahahahaha
ale luzik
zawieźli mnie na sale
jak zaczęło schodzić znieczulenie machałam udami, potem kolanami, potem stopami
to przyspieszyło schodzenie leku
leżałam sztywno 8 godz po czym zaczęłam kombinować
(zapomniałam o zespole popunkcyjnym ale nie dopadł mnie mimo wszystko)
rano następnego dnia zrobiłam pionizowanie
po paru godz poszłam juz się myć
wszystko rwało ale ok
miałam 2 razy podane leki przeciwbólowe
bo zawsze miałam bolesne okresy to takie cos było pikusiem
do tego glukoza, chlorki jakieś
2 dnia jadłam kleik
kolejnego - tuz przed wyjściem schaboszczaka
masowałam tez piersi wciąż
dzięki temu praktycznie w pierwszej dobie juz karmiłam
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum