Po porodzie też żałowałam, że nie znalazłam czasu i chęci na szkołę rodzenia
ja natomiast wogóle nie odczułam potrzeby i nie żałuję, że nie chodziłam ... nie mam pojecia w czym mogłaby pomóc - przyporodzie dostaje się dobre instrukcje i to wystarczyło w zupełności
ja natomiast wogóle nie odczułam potrzeby i nie żałuję, że nie chodziłam ... nie mam pojecia w czym mogłaby pomóc - przyporodzie dostaje się dobre instrukcje i to wystarczyło w zupełności
Mnie mimo instrukcji położnych nie udawało się poprawnie oddychać, przez co Arek był niedotleniony i ma teraz wzmożone napięcie mięśniowe. A dziewczyna, która rodziła obok (przeszkolona przez szkołę rodz.), radziła sobie świetnie. Położna nic jej nie musiała mówić a ona świetnie oddychała, na mnie położne aż krzyczały a ja i tak nie wiedziałam o co im chodzi i źle oddychałam.
Ja w czasie studiów byłam przy porodach i powiem tak : bardzo często nauka w szkole rodzenia w czasie porodu idzie w las, bo wszystko zależy od kobitki, co z tego że ma wspaniale obkutą "teorię" , nagle jest w całkowicie innej sytuacji niż spokój w szkole rodzenia, na sali porodowej towarzyszy jej stres, strach ból, i wtedy cała nauka oddychania idzie na bok, widziałam pacjentki świetnie "obkute" które przy skurczach 30 procent wrzeszczały, histeryzowały itd, w ogóle nie słuchające poleceń ze teraz oddychamy tak jak w czasie zajęć a widziałam pacjentki bez szkoły rodzenie, świetnie zdyscyplinowane, słuchające rad położnej i wykonującej jej polecenia, gdzie poród przebiegał książkowo, gdzie w momencie gdy lekarz mówił "nie przyj, wstrzymaj teraz parcie" świetnie sobie z tym radziły.
Moim zdaniem, najważniejsze rzeczą w czasie porodu jest słuchanie rad położnej, bo naprawdę chcą pomóc.
Ja obie panienki rodziłam naturalnie, bez znieczulenia. Poród trwał 11 godzin.
A cc miałam mieć, ale ja się uparłam, że nie, zwłaszcza, że medycznie nie było takiej potrzeby.
Byłam cięta, ale mimo tego i tak pękłam, wię chyba przez miesiąc siedziałam "półgębkiem" na kole ratunkowym dla dzieci
Ja natomiast odradzam. Mój kuzyn miał takie znieczulenie i teraz ciągle narzeka,że od czasu do czasu czuje ból w plecach. To nie jedna taka sytuacja - słyszałam i czytałam też o innych. Wiadomo czasem nie obejdzie się bez tego,ale jeśli da się radę bez to po co.
Zaproszone osoby: 2 Pomogła: 320 razy Wiek: 33 Dołączyła: 30 Wrz 2007 Posty: 809 Skąd: z poligonu...
Wysłany: Pon 08 Paź, 2007 21:30
Ja tez myslałam że nie dam rady urodzić ale połozna która przy mnie była bardzo mi pomogła. I obyło sie bez szkoły rodzenia. Po wszystkim powiedziała ze bardzi dobrze sie nam współpracowało Kobitka chciała zachowac moje krocze i nie nacięła mnie. Mój synek miał jednak inny plan (diabel) wychodził jak SUPERMAN z rączką przy główce i porozrywał mnie niesamowicie. Miałam kilkanaście szwów, pękłam pod sama cewkę moczową. Ale pan doktor ładnie mnie poerował (godzine mu to zajęło) po kilku godzinach juz siadała. bolało jak cholera ale sie nie dałam. Duzo chodziłam siadałam itp. dzieki temu szybko sie zagoiło
ja miałam dwa znieczulenia i nie odczuwam żadnego bólu kręgosłupa. Każdy zrobi jak zechce, wypowiadam się tylko za siebie i moje własne przeżycia ze znieczuleniem.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum