Pomogła: 57 razy Wiek: 33 Dołączyła: 30 Wrz 2007 Posty: 595 Skąd: G. Śląsk
Wysłany: Pią 08 Sie, 2008 11:00
magdarum1, nie czytaj... Każdy organizm jest inny. Może Twój poród będzie lekki i miły Ja jechałam do szpitala spodziewając się, że będę rodzić tak jak moja mama (tzn. szybko), a było jednak inaczej. Najlepiej nastaw się, że to DA się przetrwać. No i ta nagroda później
Naczytałam się tych opisów i... szukam ochotniczki, która za mnie "wypchnie dzidziusia"
musisz sama ale napewno dasz rade
_________________ SUWACZEK OD KINIACZKAOD MAMUSI DUDU:)OD MADZIALENKI:)OD ANIOLKIżyj-krzyknęła nadzieja Bez Ciebie nie potrafie-odpowiedziało cicho życie
Pomogła: 37 razy Dołączyła: 01 Paź 2007 Posty: 36 Skąd: Wielka Brytania
Wysłany: Czw 14 Sie, 2008 23:57
montenia ja tez mialam corcie, ktora ulozyla sie twarzyczkowo ale udalo sie urodzic SN.. Swoj pierwszy porod wspominam okropnie i za wszystko obwiniam szpital. Po prostu ich nie nawidze za traktowanie kobiet (zwlaszcza pierworodek) jakby nic nie wiedzialy.
I kobieta rodzaca nie jest pacjentka, ktora jest tam bo potrzebuje ich pomocy - tylko "kolejna" rodzaca..
Akcja porodowa zaczela sie na dwa dni przed urodzeniem malej, od odejscia kwrawego czopu (choc nie wiem sama, bo tak czesto masowano mi szyjke, ze ciagle krwawilam - choc samo masowanie szyjki nie bolalo )i skurczy, ktore nawet specjalnie nie bolaly. Tylko byly regularne i na tyle silne, zeby utrzymac mnie obudzona przez cala noc. Nastepnego dnia - rankiem - skurcze zrobily sie rzadsze, nadal nie za bardzo bolesne.. Ale do wieczora sie nasilily, utrzymywaly sie regularne..
Musze dodac, ze caly czas lezalam na oddziale ginekologicznym - zostalam skierowana do szpitala w 41 tc ale ze jeszcze nie rodzilam, to wsadzono mnie na obserwacje na oddz. gin.
Do wieczora (godz okolo 23:00) po chyba 100 masowaniach szyjki okazalo sie, ze jest rozwarcie na na 4,5 cm; ale KTG skurcze wykrywa slabiutkie..
Oczywiscie KTG do samego konca nie wykrylo zadnych skurczy - moze dlatego, ze nie podlaczyli go prawidlowo? Moze dlatego ze byly krzyzowe, baaardzoo bolesne (a polozne caly czas powtarzaly, ze "to jeszcze nie skurcze, dopiero przyjda")? A moze dlatego, ze nie mialam skurczy i moja corcia urodzila sie bez zadnych skurczy? Bo ciagle mi powtarzano, ze to jeszcze nie sa skurcze porodowe i ze panikuje! Wg nich i ktg nie mialam skurczy w ogole
Nocka minela mi na oddziale gin, bo stwierdzono ze jeszcze mnie tam potrzymaja do rana bo akcja porodowa przebiega powoli Cala noc nie spalam, skurcze byly regularne, czop odchodzil caly czas. Bolalo jak cholera, ale nikt nie spieszyl sie z podaniem przeciwbola bo polozne caly czas utrzymywaly, ze ja tylko panikuje i jak juz przy takim malym bolu prosze o przeciwbola, to co ja zrobie jak prawdziwe skurcze przyjda?
Kazano mi sie przespac i LEZEC! Teraz wiem, ze to byl idiotyzm i normalnie kaza chodzic, zeby przyspieszyc porod. Ale mi to odradzano i caly czas lezalam, co tylko pogorszylo sytuacje bo corcia nie obrocila sie do porodu.
Szpital byl po prostu okropny i wszystko robiono dla statystyk.
Rankiem, o 7:30 pozwolono mi isc na porodowke i zadzwonic po meza. Do rana mialam dopiero 5 cm rozwarcia, ale caly czas skurcze i nieprzespana nocke za soba..
Gin ktory mnie zbadal, stwierdzil ze to jest dobre podloze do porodu. Tak jakbym jeszcze nie zaczela rodzic, czy jak? Dostalam oxy o 8:00, skurcze sie nasilily (ale ktg nadal wykrywalo jakies slabosci).
Polozna wpisala rozpoczecie porodu o godz 9:30 nie wiem czemu, znowu - dla statystyk. Juz mialam 6 cm do tego czasu.. Zeby nie bylo ze tak dlugo rodze..Bo w tym szpitalu sa same szybkie porody.
Po 6 godzinach skurczy i totalnym wykonczeniu fizycznym i psychicznym, nie mialam juz sily. Mialam dosyc bolu, dosyc kroplowki przez ktora nie moglam chodzic bo sie cofala.. Dosyc poloznej ktora patrzyla sie na mnie jak na idiotke, bo ktg wykrywalo slabe skurcze a ja ryczalam z bolu.. Dosyc M ktory z tej bezsilnosci nie wiedzial juz co robic wiec zaczal czytac gazete Dosyc bycia w szpitalu ogolnie.. A najbardziej dosyc mialam lekarza, ktory odmowil podania przeciwbola - bo stwierdzil, ze to jeszcze bardziej zwolni akcje porodowa. I na pocieszenie dodal "jeszcze 2 godzinki i urodzisz" a ja juz bylam w takim dolku, ze na sama mysl o 2 godzinach bolu sie rozryczalam i trzymalam go tylko za reke zeby cos zrobil. Po konsultacji z polozna (chyba sie skapneli, ze naprawde mnie bolalo) zakazali mi jesc i pic, bo nie mialam juz na nic sily i pewnie nie mialabym sily przec, wiec trzebaby bylo robic CC.
Po godzinie (to byla zdecydowanie najgorsza godzina mojego zycia) wszystko przeszlo jak palcem odjal Zawolalam polozna, proszac zeby mnie odlaczyla na chwile od kropliwki bo mi sie chce kupke i musze isc do toalety. A ona na to NO TO JUZ! KLADZ SIE! Myslalam, ze ja porabalo mialam im zrobic kupe na lozku? Nawet mi przez mysl nie przeszlo, ze to mogly byc parte
Okazalo sie, ze bylo pelne rozwarcie! m sie obudzil, i nawet odlozyl gazetke
Polozne sie zbiegly. Ja rozkraczona na tym lozku w ogole nie wiedzialm, co sie dzieje - ale za chwile sie dowiedzialam Bole parte trwaly 20 minut i byly piekne! nie czulam zadnego bolu! Bylo to oczucie ulgi! I ciagle sobie powtarzalam, ze to juz koniec tych skurczy teraz juz zobacze moje dzieciatko Bylam w euforii
Dzieciatko moje urodzilo sie "do gory nogami", a raczej do gory buzia. To wyjasnilo dlaczego porod tak dlugo trwal - macica musiala sie troche bardziej rozciagnac, jakies 2 cm wiecej niz przy prawidlowym ulozeniu. mala wyszla za jednym parciem - a raczej zostala wyrzucona Pamietam, jak myslalam ze juz nie mam na nic sily i nie moge przec. Polozna obiecala mi, ze to juz koniec i jak dam rade to jedno parcie to bedzie po wszystkim. Do tej pory sie zastanawiam, czy ona to wiedziala czy tak sobie powiedziala, zebym nie przestala przec Ale miala racje. Postanowilam dac z siebie wszystko i ostatnie parcie wypchnelo moja corcie na swiat.
Byla najpiekniejsza! Uczucie, ktorego sie nie zapomina! Juz nic nie bolalo!
Dolacze sie do reszty mam i powiem, ze bylo to tego warte!
Zrobilam to bez zadnym srodkow przeciwbolowych i trwalo to wieki ale to wszystko da sie przejsc. Sam bol jest naprawde nie do wytrzymania na samym, samiutkim koncu.#
Zapomnialam wspomniec, ze wody przebila mi polozna nawet nie wiem o ktorej godzinie - mialo to przyspieszyc akcje porodowa, ale chyba nic nie dalo..
Teraz czekam za drugim dzieciatkiem i wiem, ze nie bedzie tak zle jak za pierwszym razem! BO nie moze byc Napewno nie gorzej..
Dostalam takiego urazu do szpitala, ze zdecydowalam sie na porod domowy tym razem. Bedzie przy mnie moja polozna (plus jeszcze jedna pod koniec i jesli bedzie trzeba - lekarz), bede w swoim domku - bez zadnego stresu i ludzi traktujacych mnie jakbym nie wiedziala, co to bol.. I ze swoja coreczka ktora bedzie tego swiadkiem sw wieku 1,5 roku! Juz nie moge sie doczekac! Najbardziej boje sie ze jesli cos sie skomplikuje, to bede musiala jechac do szpitala a ja tak bardzo nie chce.. Porod to takie wspaniale, niezapomniane przezycie - powinno byc piekne! Ja nie czulam sie tak ponizona w calym zyciu, nikt mnie nie sluchal, traktowal jak panikare i na koniec okazalo sie ze wszystko bylo zle.. A moglo byc inaczej.
Zycze wszystkim mama lepszych przezyc w trakcie porodu. Nie dajcie sie tak potraktowac, jak ja ja uwierzylam, ze bylam panikara; robilam wszystko co kazano wbrew mojemu cialu (jak np lezenie, a tak bardzo chcialam chodzic). Da sie to przezyc. Jakby porod byl taki straszny, to nie zdecydowalabym sie jeszcze raz a oto jestem
Ale mi ulzylo, hehe.. Sie wygadalam
Pomogła: 4 razy Wiek: 29 Dołączyła: 12 Lip 2008 Posty: 66 Skąd: woj. łódzkie
Wysłany: Sob 16 Sie, 2008 15:13
Przeczytałam wszystkie opisy i mam wypieki na twarzy od tego wszystkiego..
Jesteście dziewczyny takie dzielne.
I wszystkie opisy łączy jedno - jak by nie był ciężki poród wszystko mija jak widzi się dzieciątko..
Ja też chciałabym kiedyś mieć dziecko i mam nadzieję, że spotkam odpowiedniego mężczyznę, z którym będę mogła założyć rodzinę
_________________ By być na szczycie, trzeba na niego wejść!
no laseczki opisywac tu swoje porody...świeże mamusie piszcie!!!!
_________________ SUWACZEK OD KINIACZKAOD MAMUSI DUDU:)OD MADZIALENKI:)OD ANIOLKIżyj-krzyknęła nadzieja Bez Ciebie nie potrafie-odpowiedziało cicho życie
Pomogła: 37 razy Dołączyła: 01 Paź 2007 Posty: 36 Skąd: Wielka Brytania
Wysłany: Sob 06 Gru, 2008 23:16
o kurcze! Nikogo jeszcze nie bylo!
A ja juz zdazylam urodzic! To sie pochwale, hehe..
Maly Jamie urodzil sie w domu, tka jak planowalam.
Od soboty zaczely sie slabe skurcze, i czop zaczal odchodzic. We wtorek juz byla masakra, bolalo jak nie wiem ale jeszcze skurcze nieregularne. W srode rano (po calej nieprzespanej nocy, skurcze co 10-12 min) M zadzwonil po polozne.
O godz 8 przyjechaly 2 polozne. Byly swietne! Masowaly mi plecy, rozmawialy.. Ale o 9:30 juz nic nie pomagalo - zaczal mi sie jeden wielki skurcz! Chyba matka wszystkich skurczy jak polozna chciala mi sprawdzic tetno maluszka, to nie mogla - bo brzuch ciagle byl twardy. Jak jeden skurcz odszedl, to za 10 sekund nastepny.
ale trwalo to tylko godzinke, i juz zaczely sie parte. Wody nie odeszly mi do samego konca - jedno parcie przed tym, jak Jamie sie urodzil. Caly porod trwal okolo 2 godzin.
Urodzil sie w naszej sypialni - ja sie umylam we wlasnym domku, a potem polozylam do mojego lozka i tulilam moje malenstwo!
A jak Lili przyszla z przedszkola to miala niespodzianke!
Jamie urodzil sie 3 wrzesnia (4 dni przed terminem), o godz 11:07 wazyl 3.66 kg. Dostal 9/10 pkt Apgar. Mamy nagrany film z momentu jego urodzenia! a w akcie urodzenia, w miejscu na miejsce urodzenia ma wpisany nasz adres, hehe.
Z mojego doswiadczenia moge powiedziec- kobiety, rodzcie dzieci! Tylko nie to pierwsze, bo najgorsze! Ale drugie to szybciutko i az tak nie boli! tylko skurcze poporodowe sa gorsze
Polecam porod domowy dla wszystkich z tak aopcja! Mniej stresu i lzej!
Madziara, super opis. Porod w domu...wow jestem pod wrazeniem. Tez bym chciala rodzic w domu, ale bym sie bala, bo pierwszy porod powiklany ,zakonczony cesarka.
[ Dodano: Nie 07 Gru, 2008 09:25 ] Madziara, a pierwsze dziecko tez rodzilas w UK?
Pomogła: 181 razy Wiek: 25 Dołączyła: 18 Mar 2008 Posty: 2522
Wysłany: Nie 07 Gru, 2008 22:01
Hmm to i może ja coś skrobnę...
Mój poród do lekkich nie należał, ale może od początku.
Termin porodu miałam na 6 sierpnia tj środa. Nic się nie działo.
8-go poszłam do ginekologa bo tak wypadał mi wizyta. Dalej nic. Szyjka zamknięta zero rozwarcia, zero skurczów.
Więc 11-go w poniedziałek miałam się zgłosić na izbę przyjęć.
Więc ładnie w poniedziałek rano ze spakowaną torbą zjawiłam się na izbie przyjęć.
Lekarz mnie zbadał miałam rozwarcie aż na 1 cm
no i położyli mnie na oddział ginekologiczny, zalecane wywoływanie. Dostawałam 3 razy dziennie tabletki i zastrzyki. Poniedziałek nic, wtorek nic, środa do wieczora nic (w czwartek miałam mieć podaną kroplówkę z oksytocyną) o godzinie 23 w środę zaczęły się skurcze, na początku lekkie ale dość regularne które z czasem robiły się bardziej bolesne. Patrzałam na zegarek...skurcze co 3 minuty, wiec poszłam powiedzieć pielęgniarce że chyba coś się zaczęło dziać. Wzięli mnie na oddział przedporodowy.
Wiadomo jak to w nocy, jedna położna która chyba nie bardzo chciała się mną opiekować. Dostałam zastrzyk jakiś omamiający i kazano mi leżeć na lewym boku. Skurcze dalej regularne już bardzo bolesne a ja muszę leżeć. Podczas skurczu nie dałam rady leżeć bo jeszcze bardziej mnie bolało, więc chodziłam po tym ciemnym korytarzu w te i z powrotem. Cały czas kręciło mi się w głowie po tym zastrzyku. Wiec tak od tej 23 do 3 na zmianę raz leżałam jak chodziłam. Ok 3 skurcze osłabły i były rzadsze, wiec trochę dłużej udało mi się poleżeć (JUŻ byłam bardzo zmęczona) o godzinie 5 nad ranem skurcze znów się nasiliły, zaczął odchodzić mi czop i kilka razy wymiotowałam. Chciałam skorzystać z prysznica to położna powiedziała mi że nie ma takiej możliwości. (nie chciało jej się mnie pilnować po prostu bo była sama na dyżurze na którym po za moim porodem nic się innego nie działo) około 6 skręcałam się z bólu, po głowie chodziły mi myśli że już dłużej nie dam rady. Poprosiłam o znieczulenie, lecz położna powiedziała mi że CZEGOŚ TAKIEGO NIE MA. No aż mnie zatkało, jeszcze chwila i chyba bym jej coś zrobiła
Miałam na prawdę już serdecznie dość, chodziłam po tym korytarzu i mówiłam do mojej córki w brzuszku żeby w końcu już wyszła
O godzinie 7 rano była zmiana personelu. Przyszły nowe położne, które się mną zajęły.
Położyły mnie na łóżku porodowym, podłączyły ktg kroplówkę z oksytocyną no i sobie miałam leżeć, skurcze dalej bardzo bolesne dość regularne, zwijałam się z bólu. Najbardziej bolały mnie plecy i krzyż a nie mogłam zejść bo byłam podłączona do ktg. błagałam żeby to w końcu się skończyło...była to dla mnie wieczność.
Położna przebiła mi pęcherz płodowy.
Skurcze parte trwały niedługo 2 skurcze i już moja córka leżała na moim brzuszku. To było świetne uczucie ta lekkość i świadomość że już po wszystkim no i radość że mam ją koło siebie. Wielkim krzykiem obwieściła swoje przyjście na świat. Położna i lekarz nawet zapomnieli zajrzeć jej miedzy nóżki, jak już ją zabrali do mierzenia ważenia itp to ja się pytam
" Czy to na pewno dziewczynka" ? położna z lekarzem wymienili spojrzenia i nie wiedzieli
Położna na to że w tym czasie nie było żadnego porodu wiec mam się nie martwić bo nie ma mowy o żadnej pomyłce (bardzo śmieszne)
Więc mój poród trwał od 23 do 9:35 wtedy właśnie urodziła się Alicja
Ważyła 3610g i mierzyła 58cm dostała 10pkt Apgar
Do domu wyszłyśmy po 5 dniach bo Ala miała żółtaczkę fizjologiczną.
Jak już w końcu wróciłyśmy do domu odetchnęłam z ulgą.
8 dni w szpitalu to zdecydowanie za dużo.
Ale po tym już tylko cieszyłam się córką
W sobotę - 29 lis. rano jeszcze na zakupach , sprzątanie itp. Wieczorem zaczął odchodzić czop, lekkie skurcze przepowiadając, ale regularne- co 10 min. Potem wszystko ucichło. Około trzeciej nad ranem obudził mnie dosyć mocny skurcz , ale były większe odstępy- co 12, 15 min, więc tak przysypiałam i budziłam sie na skurcz, zapisywałam godz. , około 5 .30 skurcze były juz mocne, co 10 min. Pojawiło sie troszkę krwi ze śluzem, więc zaczeliśmy zbierać się do szpitala. O 6.30 wyjechaliśmy do szpitala, w samochodzie skutcze już co 3 min. . Przed siódmą bylismy w szpitalu (weszliśmy razem z nowa zmianą pielęgniarek ), szybkie badanie na ip. i okazuje się, że rozwarcie juz na 8 cm. Prędko musiałam sie przebrac i na salę porodową. Tam , po kilku skurczach położna przebiła pęcherz płodowy, i po trzech partych juz wyszła Oliwka- o godz, 7.20 Tak więc poród expresowy, mało bolesny i co najważniejsze w dniu przewidywanego porodu- 30 listopada
W trzeciej dobie wyszłyśmy do domku. Oliwka urodziła sie z wagą 3850 i 58 cm. 10 pkt.
kaoma2, taki poród chyba każda chciałaby mieć...a ja na pewno Wtedy można rodzić i rodzić te dzieci
No aż Ci zazdroszczę
Wiesz, wydaje mi się, że to njuż jakoś genetycznie jest uwarunkowane, poród ze starszą córką przebiegał bardzo podobnie . Moja mama też miała lekkie porody- moją siostrę urodziła częściowo w szpitalnej łazience - główka już wyszła, na szczęście pielęgniarki usłyszały krzyk.... , a mnie prawie urodziła w karetce, tylko jej na siłę siedzieć kazali... , przez zo byłam niedotleniona..
Pomogła: 181 razy Wiek: 25 Dołączyła: 18 Mar 2008 Posty: 2522
Wysłany: Pon 08 Gru, 2008 21:51
Cytat:
Wiesz, wydaje mi się, że to njuż jakoś genetycznie jest uwarunkowane, poród ze starszą córką przebiegał bardzo podobnie . Moja mama też miała lekkie porody- moją siostrę urodziła częściowo w szpitalnej łazience - główka już wyszła, na szczęście pielęgniarki usłyszały krzyk.... , a mnie prawie urodziła w karetce, tylko jej na siłę siedzieć kazali... , przez zo byłam niedotleniona..
całkiem możliwe że to genetyczne bo moja mama jak pierwszy raz rodziła to też nie miała lekkiego porodu i też dość długo trwał, więc przypuszczałam że u mnie też tak może być (choć po cichu chciałam żeby tak nie było ) no ale jednak było. Tylko mój brat nie był za duży bo miał 2900g i 54cm, a moja Alicja miała 3610g i 58cm wiec trochę większa...i chyba czym większe dziecko tym trudniej. Ja to już w ogóle byłam kruszynka 2500g i 50cm ale podobno z każdym następnym dzieckiem jest łatwiej
Pomogła: 37 razy Dołączyła: 01 Paź 2007 Posty: 36 Skąd: Wielka Brytania
Wysłany: Wto 09 Gru, 2008 20:00
montenia nie, Lili urodzila sie w Polsce (ale zaluje, bo opieka taka w tych polskich szpitalach, ze szkoda gadac)
madziunia to faktycznie ciezko bylo. Twoja historia przypomina mi moj pierwszy porod
a chyba sie zgadza, ze z 2 dzieckiem latwiej. U mnie sie sprawdzilo. A ponoc z 3 to juz w ogole samo wychodzi
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum